Przejdź do głównej zawartości

Dzisiaj w Betlejem jest… Biedronka

Miejsce narodzin Jezusa Chrystusa – jednej z najważniejszych postaci w historii świata musi mieć w sobie magię. I tak, i nie. Ziemia Święta, a jednak sacrum zostaje przygłuszone arabskimi klaksonami, a profanum uderza w nas siatką z Biedronki. Wszystko w Betlejem, tuż obok Bazyliki Narodzenia Pańskiego.

Kim jest izraelska Rosa Parks? Gdzie na Ziemi Świętej znajdziemy miasto pełne tęczowych flag? Czy są Żydzi, którym nie na rękę powstanie państwa żydowskiego? Gdzie Andrzej Duda chodzi na zakupy? Kim są bracia Tabash? Co to znaczy „mehadrin”? Jak logo Sokołowa znalazło się na koszulkach Hapoelu Ra’anannaDlaczego 300 metrów od Bazyliki Narodzenia Pańskiego powiewa polska flaga?

Przez zasieki, śmieci i ulice najeżone burdelami. Do Betlejem.




Żydówka, feministka i lesbijka


Przybieżeli do Betlejem pasterze. Grając skocznie Dzieciąteczku na lirze. Chwała na wysokości, chwała na wysokości [...]”. Myśmy przybieżeli z Tel-Awiwu, co tylko potęguje zderzenie i wymieszanie sfer sacrum i profanum. Izrael przecież kojarzy się przede wszystkim z sakralnością, kościołami, Jezusem, a tu „na dzień dobry” w Tel-Awiwie witają nas palmy... i tęczowe flagi.

O ile to pierwsze jest czymś oczekiwanym, to drugie niekoniecznie. W Polsce raczej nie do pomyślenia. A tu na Ziemi Świętej wiszą sobie swobodnie i dość regularnie. Nie tak, że jedna na drugiej, ale są w oknach, są wywieszane na balkonach. Nikt ich nie zrywa. Nie budzą sensacji. Nikt nie kamieniuje okiennic.

Tel-Awiw to pod tym względem niezwykłe miejsce w skali kraju. – To pierwsze izraelskie miasto, które postanowiło zacząć uwzględniać w swojej polityce osoby LGBT. 20 lat temu. I to zanim zaczął to robić nasz rząd, a dokładnie ministerstwo opieki społecznej. Jesteśmy, więc przykładem i pionierami dobrej zmiany. Pokazujemy, że miasto może w bardzo konkretny sposób prowadzić aktywną i pozytywną politykę wobec społeczności LGBT, nawet jeśli rząd nie robi nic albo jest zgoła homofobiczny – mówi Chen Arieli, wiceburmistrz Tel-Awiwu w rozmowie z Vogue.

Myślę też, że Izrael rozumie nasze znaczenie w promowaniu dobrego imienia kraju jako miejsca liberalnego, postępowego i demokratycznego. A my w Tel Awiwie nie chcemy, żeby jedynym głosem Izraela był ten należący do skrajnej prawicy – dodaje Arieli, która jest Żydówką, a przy tym zadeklarowaną lesbijką i feministką.

Oprócz otwartości Tel-Awiw kusi turystów nocnym życiem. Taki Sopot Izraela. Mnóstwo klubów, barów i burdeli. Prostytucja jest w Izraelu - tak samo jak związki homoseksualne - legalna. W samym Tel-Awiwie jest około 250 domów publicznych.

Kiedy przeglądamy pięknie ilustrowane albumy ze zdjęciami Ziemi Świętej. Kiedy z podziwem patrzymy na modlących się pod Ścianą Płaczu Żydów. Kiedy niemalże ze łzami w oczach czytamy o miejscach, w których bywał sam Jezus Chrystus, to aż trudno uwierzyć, że w tym samym kraju możemy spotkać świat znany nam z ulic wielkich europejskich stolic. „Burdele? To niemożliwe” - słyszę, kiedy polskim znajomym opowiadam o szerzącej się w Izraelu prostytucji – tłumaczy dziennikarka TVP, Ewelina Rubenstein.

W 2005 roku Podkomisja Knesetu ds. Handlu Kobietami oszacowała, że w Izraelu nierządem trudni się około 20 000 pań, z czego od 3 do 5 tysięcy nie robi tego z własnej woli. W 2016 roku 41-letnia prostytutka popełniła samobójstwo w domu towarzyskim. Ponoć poświęciła się, żeby pokazać skalę problemu.

Obrót o 180 stopni. Ile kosztuje seks w Izraelu? Około 200 szekli za półgodziny. Tak słyszałem...

Ziemia Święta.

Arabski PKS

Do Betlejem jedziemy przez Jerozolimę. Stolica Izraela – bądź jak kto woli – domniemana stolica (ONZ jej za taką nie uznaje) bardzo różni się od Tel-Awiwu. Bije od niej historią. Gołym okiem widać, że to miasto jest na mapach od dłuższego czasu. Z drugiej strony Tel-Awiw powstał w 1909 roku, więc zwyczajnie nie może mieć tak bogatej przeszłości jak Jerozolima, która widziała Jezusa, krzyżowców, oblężenie Saladyna i zamach na hotel King David.

Jest gwarno. Tłoczno. I całkiem ciepło. Już przy Nowej Bramie roją się samozwańczy przewodnicy i sklepy z turystycznymi dewocjonaliami. Od magnesów z krzyżem aż po korony z drzewa cierniowego. Sprzedawca twierdzi, że gałęzie pochodzą z tego samego krzewu co korona Jezusa. Widziałem to wcześniej w programie Cejrowskiego, ale nie wierzyłem. Zobaczyć na własne oczy – niezwykłe.

Zakamarki Starego Miasta to temat na osobną historię. Jedźmy jednak do Betlejem. Z Jerozolimy do Miasta Dawidowego można dostać się na wiele sposobów. Jest wersja „na bogato”. Po prostu wykupujesz wycieczkę, której cena wynosi plus-minus 70 dolarów. Wsiadasz i jedziesz. O nic się nie martwisz, bo organizator odbiera cię z hotelu, zawozi pod sam próg niegdysiejszej szopki, grzecznie czeka i odwozi. Twój jedyny problem to miejsce na karcie pamięci telefonu lub aparatu.

Można też wziąć taksówkę, której koszt na grudzień 2020 wynosi mniej więcej 350 szekli w dwie strony. Jest też wersja oszczędnościowa. Jedyne co trzeba, to przejść przez mury Jerozolimy do Bramy Damasceńskiej, a stamtąd na dworzec HaNevi'im przy ulicy Sułtana Sulejmana. Wydaje się skomplikowane, ale to dosłownie po drugiej stronie bramy. Naprawdę prościzna. Tam ładujemy tyłek do autobusu numer 231. Płacimy 5 szekli i jedziemy spokojnie do Betlejem. Prosto, tanio, wygodnie.

To najtańsza opcja. Oczywiście wszystko zależy od zasobności portfela i wymagań, ale czy serio warto płacić 70 dolarów za dwudziestopięciominutową podróż? Co ciekawe, busy odjeżdżające z HaNevi'im Terminal są arabskie. Należą do przedsiębiorstwa Waqf. Żydowskie odjeżdżają z Dworca Centralnego i zarządza nimi firma Egged.

Autobus relacji Tel Awiw - Jerozolima




I jeszcze jedna ciekawostka autobusowa. Do 2011 roku transport publiczny w Izraelu był mehadrin. Kobiety musiały siedzieć z tyłu, a gdy zaszła taka potrzeba powinny ustępować miejsca mężczyznom. Naturalnie obowiązywał je też skromny ubiór. W busach mehadrin nie włączano też radia, a reklamy były zaklejane.

Takie PKS-y i MPK-i to sprawka charedim. Ultraortodoksyjnych Żydów, którzy buntują się przeciwko obowiązkowej służbie wojskowej, książkom, a niektóre z tych grup (nie są spójni) nawet przeciwko państwu Izrael. Żydowską Rosą Parks okazała się Miriam Shear. Jadąc w kierunku Ściany Płaczu, nieopatrznie wsiadła do autobusu numer 2, który był mehadrin.

Mężczyzna zażądał mojego miejsca. Powiedziałam, że się nie ruszam, a on odpowiedział: „Nie pytam cię, mówię ci”. Potem splunął mi w twarz. Byłam w stanie podwyższonej adrenaliny i nazwałam go sukinsynem, z czego nie jestem dumna. Potem też splunęłam. W tym momencie zepchnął mnie w dół, a ludzie w autobusie krzyczeli, że zwariowałam. Czterech mężczyzn otoczyło mnie. Zostałam uderzona w twarz oraz klatkę piersiową. Szarpali mnie, bili i kopali. Walczyłam. Kopnęłam jednego z mężczyzn w jego krocze. Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy – opowiadała Shear.

W 2011 sąd stwierdził, że segregacja płciowa jest niezgodna z prawem i zakazał tego typu praktyk w komunikacji publicznej. W czerwcu 2020 ultraortodoksyjny polityk Uri Maklev postulował przywrócenie autobusów mehadrin. Nic nie wskazuje na to, że rząd przychyli się do jego wniosku.

My jechaliśmy bezpiecznie. Co więcej, sympatyczny Arab wskazał na, stanowisko, z którego odjeżdża PKS do Betlejem. Droga mimo korków zajęła około 25 minut. Autobus był klimatyzowany, a podróż umilił Brazylijczyk, który opowiadał o swoim locie do Ziemi Świętej.


Śmieci i zasieki


Podróż do miejsca narodzin Chrystusa też sama w sobie może być nie lada atrakcją. Głównie dlatego, że Betlejem leży w Palestynie, która delikatnie mówiąc, nie ma najlepszych stosunków z Izraelem. Arabski PKS (żeby było jasne, to nie był rozklekotany Autosan!) musiał przejść kontrolę graniczną. W sumie jak każdy pojazd wjeżdżający lub wyjeżdżający z Izraela do Palestyny pojazd.

W przewodnikach możecie przeczytać o murze i zasiekach. Wszystko jest, ale w trochę wyolbrzymionej skali. Nie ma czegoś takiego jak drut kolczasty na każdym rogu, choć mur jest imponujących rozmiarów, a po jego palestyńskiej stronie znalazł się na nim nawet mural autorstwa samego Banksy’ego.

Na przejściu zatrzymują nas żołnierze, którzy dopiero co walczyli z trądzikiem. Rysy ich twarzy wciąż są dość dziecięce, a karabiny stanowią połowę ich wzrostu. Oprócz broni mają też kamizelki kuloodporne i pasy taktyczne. Młodociani żołnierze. Wiek poborowy w Izraelu to 18 lat. Dwuletnią służbę muszą przejść też kobiety. Zdecydowana większość pograniczników wygląda, jakby dopiero co poszła w kamasze, a przy tym sprawiają wrażenie pewnych siebie, skoncentrowanych i potrafiących zrobić użytek ze swojego IWI X95.

Kontrola graniczna przywołuje skojarzenia z busami mehadrin. Autobus zatrzymuje się przy Checkpoint 300. Kobiety, wstają i potulnie wysiadają. Dopiero wtedy wchodzą młodzi pogranicznicy. Gdy komando kończy szybką i w sumie pobieżną kontrolę, to dopiero wtedy wracają kobiety. Wydaje mi się, że wszystkie, które jechały z nami tego dnia, były Arabkami. Pytanie: jak by się zachowały np. Europejki? Kazaliby im wysiadać?

Autobus zatrzymuje się na drodze przypominającej mapę de_dust2 w grze Counter Strike. Innymi słowy, przypomina typową arabską mieścinę. Jest sporo śmieci. Choć ziemia uświęcona to jednak plastikowe siatki i metalowe puszki nie rozkładają się szybciej. A może to zbawienny wpływ tej gleby sprawia, że ich żywot trwa jeszcze dłużej.

Pierwsze spotkanie z Betlejem jest… Trudne do opisania, bo PKS zatrzymuje się na bliżej nieokreślonych przedmieściach, gdzie oprócz wspomnianych śmieci pełno jest żółtych taksówek. – Chcecie się dostać do Bazyliki Narodzenia Pańskiego? Panowie to bardzo, bardzo daleko. Dla was promocyjna cena! - zagaduje jeden z kierowców.

Jest wyjątkowo namolny. Mimo że kilka razy podziękowaliśmy. to on dalej próbuje się targować. Można było się nie odzywać. Michael Jackman z blogu michaeltours.com twierdzi, że średnio taksówkarze biorą za kurs około 20 szekli. Z checkpoint 300 jest mniej więcej 3,5 kilometra do Bazyliki Narodzenia Pańskiego. Nie jeżdżę taksówkami, ale to chyba dość uczciwa cena. Oczywiście trzeba ją wytargować, a jak kierowcy wyczują piniądz to nie ma zmiłuj.

I tak otoczeni kordonem żółtych taksówek, mamieni dźwiękiem klaksonów i prowadzeni systematycznie porozrzucanymi śmieciami idziemy jak ci pasterze. Do żłobka.

Droga z Checkpoint 300 do centrum Betlejem. Żółte taksówki i śmieci.


Na skróty przez ołtarz


Idąc przez wąskie ścieżki Betlejem, czuję się obco. Klaksony mieszają się z nawoływaniem muezinów. Trzeba kilku godzin, żeby zrozumieć nowomowę kierowców. Trąbienie może wyrażać wszystko: aprobatę, „jak jedziesz nierządnico babilońska”, ustąpienie pierwszeństwa, czy zachętę do skorzystania z usług uśmiechniętego, aczkolwiek namolnego taryfiarza. Pieśni z minaretów przypominają Arabom o modlitwie.

A gdzie Jezus? Gdzie żłobek? Gdzie Stajenka? – Szopy żadnej nie było. Szopkę nam zafundował św. Franciszek, bo ją ustawił po raz pierwszy. Porusza nas obraz słomianej strzechy z gwiazdą. Jezus urodził się w grocie. Groty były pierwszymi mieszkaniami ludzkimi. Prawdopodobnie Jezus urodził się w grocie, w której mieszkali pasterze. W tej samej grocie trzymali zwierzęta. Jezus urodził się w części stajennej, wśród zwierząt. A dziś? Ostatnio widziałem w telewizji, że dziecko urodziło się w taksówce. To pokazuje na przygodność ludzkiego istnienia. Jezus nie narodził się w żadnym pałacu, w bogatym domu, ale gdzieś na peryferiach ludzkiej egzystencji, jak mówi papież Franciszek. Gdyby dziś Jezus urodził się na stacji benzynowej, to nie byłoby jeszcze najgorzej – tłumaczy ksiądz Alfred Wierzbicki.

Tak jak w Jerozolimie, tak i w Betlejem dewocjonalia są wszędzie. Na magnesach, koszulkach i kapeluszach. Różaniec katolicki obok subhy. Menora obok krzyża. Wszystko wymieszane z koszulkami „Free Palestine”. Pocztówkami z Betlejem, Jerozolimy, Tel-Awiwu czy Eljatu. Bo przecież nie trzeba być w Eljacie, żeby wysłać pocztówkę z Eljatu. Proste.


Kościół Narodzenia Pańskiego nie wygląda imponująco.



Bazylika Narodzenia Pańskiego jest foremną bryłą. Bliżej jej do kwadratowego świata Minecarfta aniżeli czegoś na kształt polskiego kościoła. Jest brzydka i toporna. Choć z jej murów bije historia.

Ciekawa jest przynależność Bazyliki. Powstała około 565 roku (budowę rozpoczęto ponad dwieście lat wcześniej). W tym miejscu modlitwy wspólnie wznoszą Katolicy, wierni Greckiego Kościoła Prawosławnego, Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego i Koptowie. Jak dodamy do tego otaczających Bazylikę Arabów, to powstaje naprawdę niesamowita mieszanka kulturowo-etniczno-religijna. A przecież Betlejem odwiedzają też ateiści i innowiercy.

Kolejka do jezusowego żłobka jest bardzo długa. – Hej, jeśli nie chcecie tam stać, możecie przejść przez ołtarz – zagaduje bliżej nieokreślony mężczyzna. Jego sylwetka gdzieś zanika w półmroku Bazyliki. – To droga na skróty, dla tych pielgrzymów, którzy się śpieszą, a którzy chcą pomodlić się w miejscu narodzin – dodaje. W chwili gdy wypowiada te słowa, jakaś dziewczyna odpina linę przy słupkach odgradzających ołtarz od wiernych. Przechodzi, zapina z powrotem i wpycha się do krypty, gdzie znajduje się żłobek. Nie wygląda na pracownicę kościoła. Tym bardziej siostrę zakonną.

Ooo, dzięki! - odpowiadamy i czym prędzej przekradamy się przez ołtarz Bazyliki Narodzenia Pańskiego. Jednego z najważniejszych kościołów na świecie. Ot tak po prostu jakbyśmy przechodzili przez skwer czy galerię handlową.

„Żłobek” ledwo widać. Każdy chce go dotknąć i wykonać, chociażby znak krzyża. Nawet na jerozolimskich ulicach nie jest tak tłoczno. Chwila skupienia i zadumy jest możliwa, tylko gdy ma się benedyktyńską cierpliwość.

Siadamy w rogu krypty, gdzie jest stosunkowo sporo miejsca, między pielgrzymami wyglądającymi jak uczestnicy szkolnej wycieczki. To kilka kroków od żłobka, a można tu oprzeć się o dywan i pomodlić patrząc, jak tłum przepycha się i depcze, żeby zrobić zdjęcie miejscu narodzin Jezusa Chrystusa.

Pozostaje jedno pytanie: kim był ten mężczyzna, który zdradził nam skrót i dlaczego nie chciał za to pieniędzy? W Izraelu każdy chce pieniądze za wszystko. Chwila, chwila to już Palestyna.


Złobek. Na tyle udało się dopchnąć



Taniej niż w Biedronce jest zawsze w Betlejem”



Jedni modlą się o zdrowie. Inni o szczęście. Jeszcze inni składają w opiece rodziny. Każdy przychodzi z czymś. Niektórzy dosłownie niosą ze sobą selfie sticki i próbują wepchnąć między gąszcz rąk, żeby mieć najlepsze ujęcie na swoim Instagramie. Ta ostatnia grupa to przeważnie Japończycy.

Wychodzimy z Bazyliki zmieszani. Bo jednak miejsce święte, historyczne, a z drugiej strony kompletnie zwykłe. Bez przepychu, bez dostojeństwa. W całym przedsięwzięciu czuć zdecydowanie więcej profanum niż sacrum.

Pora zwiedzać Betlejem. I wtedy pojawia się ona. Piękna, majestatyczna. Z dumą powiewająca na izraelskim wietrze. Biało-Czerwona. Flaga Polski. Obok papież. Nie jakiś tam papież. Nie Franciszek, nie Benedykt. Nasz Polak. Nasz Rodak. Jan Paweł II. Jest coś takiego, że gdy człowiek widzi za granicą jakiś skrawek ojczyzny – niech to będzie opakowanie pierogów w sklepie na Greenwich – to robi się cały w skowronkach.

Polska flaga powiewająca jakieś 300 metrów od miejsca narodzin Jezusa Chrystusa wprawia w osłupienie. Szok. Szybkim krokiem podchodzimy i zaczynamy robić zdjęcia. Okazuje się, że to sklep. Nie taki zwykły tylko Nativity Store. Sklep Narodzenia Pańskiego, który w witrynie ma wymowne hasło w języku polskim: „Taniej niż w Biedronce jest zawsze w Betlejem”.

Hej! Przyjaciele jesteście z Polska? – pyta uśmiechnięty sklepikarz, wychodząc przed budynek. Szok po raz drugi. Chłop w Betlejem włada polszczyzną. Lekko ją łamie, no ale mówi! Nie mija chwila i jesteśmy w środku.

Sympatyczny sklepikarz pokazuje nam setki dewocjonaliów. – Nie patrzcie na ceny! One są w dolarach dla turystów. Dla moich przyjaciół z Polska wszystko jest połowę taniej – gestem przekreśla cenę wypisaną na półce.

Szybko przeliczamy oszczędności. W tym czasie sklepikarz podsyłam nam pod nos obrazki z Janem Pawłem II, figurki Maryi, olejki i różańce. Stać nas tylko na te ostatnie. – Przyjaciele dla Was specjalna cena! Za 7 dolarów 10 różańców, ale dla moich przyjaciół dorzucę jeszcze dwa gratis – mówi. Dumni zawieramy transakcję.

Reklamówka z różańcami

Kilka kroków dalej przechodzimy obok niepozornego kramu starego Palestyńczyka. – Jesteś z NASA? – zagaduje po angielsku, widząc napis na mojej koszulce. I tak od słowa do słowa zaczynam oglądać jego towary. Kupuję pocztówkę i magnes z wizerunkiem Jezusa na osiołku stojącego pod murami oddzielającymi Palestynę od Izraela. Pogranicznicy kontrolują „podwozie” osiołka, sprawdzając czy Syn Boży przypadkiem nie przewozi bomby.

Chwila moment! U starego sklepikarza takie same różańce były za połowę tego, ile zapłaciliśmy w „polskim sklepie”. Marcin zerknął na nasz zakup. Nie dość, że przepłaciliśmy, to jeszcze w Betlejem kupiliśmy różańce z napisem „Jerozolima”.



Czy czuję się oszukany? W sumie to nie. Biznes jest biznes, jak to mawia Mariusz Max Kolonko. Choć u starego Palestyńczyka czułem się lepiej. Był taki naturalnie miły i serdeczny. Nie mówię, że sklepikarz w „Biedronce” był niemiły. Przeciwnie, aż za bardzo. Nie do końca dało się wyczuć, czy to nie maska. Nativity Store dało mi niezapomnienie wrażenia. Nigdy nie zapomnę obrazu polskiej flagi obok miejsca narodzin Chrystusa. Różańce dzięki temu nabyły symbolicznej wartości, a sam dostałem gratis coś naprawdę wprawiającego w konsternację. Siatkę z palestyńskiej Biedronki.

Reklamówka z logiem przedstawiającym „Bożą Krówkę” jest niezwykła i z pewnością nietypową pamiątką z Betlejem. Łączy też moje wrażenia z tego miejsca w całość. Różaniec w jednorazówce znanego w Polsce sklepu. Bardziej nie da się zobrazować zderzenia sacrum i profanum.

Nativity Store należy od pokoleń do rodziny Tabash – arabskich chrześcijan, którzy od lat mieszkają w Betlejem. Obecnie sklepem zarządzają bracia Rony i Epifanio. Imię tego drugiego z greki oznacza objawienie.

My, arabscy chrześcijanie, jesteśmy dziś mniejszością we wszystkich krajach arabskich, pomimo tego, że tradycje naszych rodzin sięgają początków chrześcijaństwa. Wy, Polacy, piszecie swoją chrześcijańską historię dopiero od tysiąca lat, a mimo to wiara jest siłą waszej ojczyzny. Mamy ze sobą jednak wiele wspólnego, a przede wszystkim należymy do jednego Kościoła – tłumaczy Ronny Tabash w rozmowie z portalem dzisiajwbeltejem.pl.




Andrzej Duda w betlejemskiej Biedronce

Wówczas potraktowałem reklamówkę „Biedronki” jak zabawny żart, a przecież to też fantastyczny przykład marketingu z targetowanego na Polaków. Niestety nie udało się skontaktować ze sklepikarzami. W trakcie wizyty próbowałem porozmawiać na ten temat, ale obsługa Nativity Store (nie jestem w stanie stwierdzić czy byli to bracia Tabash, czy ich pracownicy), wszystko ograniczali do „kochamy Polskę”.

Swego czasu w izraelskiej ekstraklasie zespół Hapoelu Ra’ananna grał z logiem „Sokołowa”. Zabawne jest to, że polskie mięso nie podlega koszernym obrzędom. Włodarze spółki ponoć nie wiedzieli, że są na koszulkach drużyny piłkarskiej. Za tą akcję odpowiadał izraelski przedstawiciel.

Jak to jest z Biedronką? Podpytałem w biurze prasowym Jeronimo Martins. – Wskazany sklep nie ma nic wspólnego z naszą firmą. Sklepy działające poza Polską nie mają prawa posługiwać się nazwą „Biedronka”. Jednocześnie informujemy, że logotyp Biedronki jest chroniony prawem autorskim i w przypadku naruszenia podejmujemy odpowiednie działania prawne – tak brzmi krótki komunikat biura prasowego Jeronimo Martins.

Szczerze wątpię, żeby wszczęli kroki prawne przeciwko Sklepowi Narodzenia Pańskiego, ale jak coś to przepraszam! Oby nie, bo Rony i bez tego ostatnio dostał ostro po dupie. – Mój dziadek otworzył sklep w pobliżu Bazyliki Narodzenia w 1927 roku. Mój ojciec przejął go w 1955, a ja w 2003 r. Należę do trzeciego pokolenia. Przez cały ten czas borykaliśmy się z wieloma trudnościami w prowadzeniu biznesu, szczególnie natury politycznej - opowiada Tabash. Powtarzaliśmy: musimy się trzymać, musimy się uśmiechać. Zawsze liczyliśmy na turystów. Ale kiedy pojawił się COVID, straciliśmy wszelką nadzieję. Koronawirus zniszczył nasze życie – mówił portalowi „Pomoc Kościołowi w potrzebie”.

Ziemia Święta to przede wszystkim ludzie, „żywe kamienie” tego miejsca. Wasza obecność i solidarność pomaga nam przetrwać tutaj pomimo przeciwności losu. My z kolei chcemy towarzyszyć wam, Polakom w trakcie pielgrzymki do świętych miejsc, pokazać nieco z naszej kultury i gościnności. Chcemy, by ta wizyta umocniła waszą wiarę i towarzyszyła wam później przez długi czas po powrocie do Polski – mówi Rony Tabash.

Mam mieszane uczucia co do Nativity Store, choć dla Polaków jest fenomenalną atrakcją. W internecie jest wiele miłych komentarzy od setek turystów, którzy kupili różańce od sympatycznych Arabów.

Jednym z klientów Sklepu Narodzenia Pańskiego był prezydent Andrzej Duda. – Gdy był z wizytą w Betlejem, przyszedł do naszego sklepu z żoną. Zobacz, ten chłopiec, który wita ich przed wejściem, to mój syn. Wręczył im figurkę Dzieciątka Jezus – opowiada Rony na łamach Wirtualnej Polski. – Duda dowiedział się, że tu jest taki polski sklep i przyszedł.

Ciekawe czy też dostał siateczkę gratis.






1. Il Patriota, „Tel Aviv è la capitale mondiale della prostituzione di donne bianche schiave del sesso” http://ilpatriota.blogspot.com/2015/08/tel-aviv-e-la-capitale-mondiale-della.html

2. Enrico Catassi, globalist.it, „Tel Aviv, città del sesso e del peccato” https://www.globalist.it/world/2016/05/08/tel-aviv-citta-del-sesso-e-del-peccato-56158.html

3. Ewelina Rubenstein, Tygodnik TVP, „Brodaci chasydzi na dachach samochodów i tysiące domów publicznych. Agenci Mossadu i bezpańskie koty” https://tygodnik.tvp.pl/36540998/brodaci-chasydzi-na-dachach-samochodow-i-tysiace-domow-publicznych-agenci-mossadu-i-bezpanskie-koty
4. Waldemar Sulisz, Dziennik Wschodni, „Szopy żadnej nie było, Jezus urodził się w grocie. Gdzie dziś narodziłby się Jezus Chrystus?” https://www.dziennikwschodni.pl/magazyn/szopy-zadnej-nie-bylo-jezus-urodzil-sie-w-grocie-gdzie-dzis-narodzilby-sie-jezus-chrystus,n,1000257137.html
5. Mike Urabniak, Vogue,Chen Arieli: Tel Awiw to najfajniejsze miasto na świecie https://www.vogue.pl/a/chen-arieli-tel-awiw-to-najfajniejsze-miasto-na-swiecie
6. Dan Zandberg, Jonah Mandel, Jerusalem Post, „Court scraps ‘mehadrin’ buses” https://www.jpost.com/national-news/court-scraps-mehadrin-buses

7. Pomoc Kościołowi w potrzebie, „Koronawirus zniszczył nasze życie”, https://pkwp.org/newsy/koronawirus_zniszczyl_nasze_zycie
8. Asaf Zagrizak, ynetnews.com, „Dep. transportation minister: Women should sit at back of bus” https://www.ynetnews.com/article/Sy8y114zRL

9. Michael Jackman, michaeltours.com, „How to get from Jerusalem to Bethlehem”, https://michaeltours.com/how-to-get-from-jerusalem-to-bethlehem/

10. Tomasz Kądziela, Gazeta Wyborcza, „Polskie czerwone mięso na koszulkach piłkarzy z Izraela” https://wyborcza.pl/7,154903,20967370,polskie-czerwone-mieso-na-koszulkach-pilkarzy-z-izraela.html?disableRedirects=true

11. Menno de Vries, Booqify, „How to get from Jerusalem to Bethlehem” https://www.booqify.com/guide/how-to-get-to-bethlehem-from-jerusalem/

12. Patryk Osowski, WP, „Do tego sklepu w Betlejem Polacy wchodzą jeden za drugim. Przyszedł nawet Duda" https://wiadomosci.wp.pl/do-tego-sklepu-w-betlejem-polacy-wchodza-jeden-za-drugim-przyszedl-nawet-duda-6328968391878273a

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

III Rzesza, myśliwce Spitfire i Mokry Dwór. Wątki polsko-tongijskie

  Warszawę od stolicy archipelagu Tonga dzieli ponad 16 tysięcy kilometrów. Mimo to polskie wątki zapisały się na kartach historii pacyficznych wysp. Wojna z hitlerowcami, podróże Jamesa Cooka i służba w Iraku. W ostatnim czasie Królestwo Tonga trafiło na czołówki gazet i serwisów informacyjnych w dramatycznych okolicznościach. Wybuch wulkanu Hunga-Tonga jest nieprawdopodobną katastrofą. Pył wulkaniczny, tsunami i trzęsienie ziemi były dla Tongijczyków niczym biblijne plagi w Egipcie. Dla Europejczyków siedzących wygodnie w swoich domach bardziej namacalną skalą tragedii jest fakt, że wyspy zostały odcięte od Internetu. Gdyby nie katastrofa archipelag Tonga prawdopodobnie dalej pozostawałby kilkoma anonimowymi kropeczkami na mapie. Tymczasem wyspy położone w tzw. Pacyficznym Pierścieniu Ognia mają ciekawą i mało znaną historię. I to historię, w której pojawiają się polskie wątki. Naukowcy, którzy zamienili polską wieś na statek Jamesa Cooka. Królowa, która wypowiedziała wojnę III R...

Rzeźnia numer 6

Kurt Vonnegut potrzebował ponad dwudziestu lat, żeby napisać powieść swojego życia. Wstrząsającą, brutalną, dziwną, makabryczną i antywojenną. Władimir Putin potrzebował kilku sekund. W Kijowie, Charkowie i Czernihowie powstaje nowa “Rzeźnia numer 5”. Całe dorosłe życie zarabiam na pisaniu. I choć są to grosze, to sam fakt jest dużym przywilejem. Ktoś przeznacza na to swoje środki, a ktoś inny czas. W głowie pobrzękuje mi zdanie z podręcznika języka polskiego. “Wisława Szymborska pisała rzadko, ponieważ uważała, że cenne myśli nie przychodzą często” . Wychodzić przed noblistkę zdaje się być irracjonalne i samobójcze. A jednak wychodzę i to zdecydowanie świadomie. Jednocześnie czując silną potrzebę napisania "czegoś". Potrzebę wykrzyczenia nienawistnych słów. Potrzebę upustu strachu. Z drugiej strony nie znam słów, by opisać wojnę na Ukrainie. I całe szczęście moje pokolenie i pokolenie moich rodziców takich słów nie znało. ** Warszawskie schodki nad Wisłą są trochę wolnym mia...

Opowieści z Narnii

Siedmiotomowa saga przeszła do klasyki fantasy. Piórem C.S. Lewisa przenosimy się do tytułowego świata pełnego centaurów, faunów i olbrzymów. Narnia istnieje naprawdę, choć nie ma w niej lwów, czarownic i starych szaf. Są za to cholerna infrastruktura, zaśniedziałe smoki i bajkowe widoki. Gdzie można jeść burki i obrońcy praw zwierząt nie mogą się przyczepić? Co łączy bajkowego króla Miraza i Juliusza Cezara? Jak zasadzić 100 drzew tak, żeby ich nie zasadzić? Czy w autobusie może być konduktor? Jak komuniści walczyli ze świętą Łucją? Kim jest słoweński Jacek Kaczmarski? Gdzie można podładować czakrę? Wirus zamiast Czarownicy Do Narnii można trafić na dwa sposoby. Pierwszy określiłbym jako bierny. Bierzemy książkę Lewisa, robimy ulubioną herbatę i pogrążamy się w lekturze. Jest też alternatywa dla miłośników kinematografii. Tu postępujemy analogicznie. Z tym że książkę zastępuje film, a herbatę cola i słone przekąski. Drugi sposób dotarcia do Narnii jest zdecydowanie bardziej aktywny. P...