Przejdź do głównej zawartości

Rzeźnia numer 6





Kurt Vonnegut potrzebował ponad dwudziestu lat, żeby napisać powieść swojego życia. Wstrząsającą, brutalną, dziwną, makabryczną i antywojenną. Władimir Putin potrzebował kilku sekund. W Kijowie, Charkowie i Czernihowie powstaje nowa “Rzeźnia numer 5”.


Całe dorosłe życie zarabiam na pisaniu. I choć są to grosze, to sam fakt jest dużym przywilejem. Ktoś przeznacza na to swoje środki, a ktoś inny czas.


W głowie pobrzękuje mi zdanie z podręcznika języka polskiego. “Wisława Szymborska pisała rzadko, ponieważ uważała, że cenne myśli nie przychodzą często”. Wychodzić przed noblistkę zdaje się być irracjonalne i samobójcze. A jednak wychodzę i to zdecydowanie świadomie. Jednocześnie czując silną potrzebę napisania "czegoś". Potrzebę wykrzyczenia nienawistnych słów. Potrzebę upustu strachu. Z drugiej strony nie znam słów, by opisać wojnę na Ukrainie. I całe szczęście moje pokolenie i pokolenie moich rodziców takich słów nie znało.


**


Warszawskie schodki nad Wisłą są trochę wolnym miastem. Pomiędzy brzdękającymi butelkami, zgniatanymi puszkami, oparami tetrahydrokannabinolu i rapem Bedoesa spokojnie odlazłby się Epikur. Tutaj uprawiany jest hedonizm.


Schodki rodzą wiele rzeczy. Od bójek, których z racji miejsca nie sposób nazwać karczemnymi. Po miłości na jedną noc. 


Moja miłość narodziła się we wczesnym dzieciństwie. Wertując CD Action, chłonąłem najnowsze informacje o grze S.T.A.L.K.E.R: Cień Czarnobyla. Świat po atomowej zagładzie przyciągał jak przerośnięte warzywa handlarzy, którzy później sprzedawali skażone produkty na bazarach Kijowa i Mińska.


Droga do Czarnobyla wiodła przez stolice Ukrainy. Czas to pojęcie względne. To było pięć lat to po Euromajdanie. Pięć lat po śmierci Pawło Mazurenki - pierwszej ofierze demonstracji. Pięć lat po “czarnym czwartku”. Pięć lat po bestialskim zamordowaniu 47 osób, które przyszły na pokojową manifestację.


Wspomnienie Euromajdanu były tak silne, że do dziś jestem w szoku. Byłem tam aż 5 lat po krawawych starciach z Berkutem, a jednocześnie czułem, jakby to wszystko działo się tydzień wcześniej.


***

“Rzeźnia numer 5” to straszna książka. Literatury traktujacej o wojnie jest mnóstwo, ale tylko ta jedna jest magiczna. Vonnegut mówi o jej absurdach, o trawieniu jednostki, o niszczeniu pięknych obrazów, architektury. O beznadziei. Żadne z liczb nie mówią o wojnie tyle, co Billy Pilgrim. Sam fakt, że Kurt Vonnegut potrzebował ponad 20 lat, żeby zmierzyć się z demonami bombardowanego Drezna, daje do myślenia. 


A Drezno było pięknym miastem. Militarnie nieznaczącym nic, a mimo to bomby równały je z ziemią. Tak jak równają Czernihów. Tak jak równają Charków, Kijów, Sumy, Żytomierz.



“Dwadzieścia trzy lata temu wróciłem do domu z drugiej wojny światowej, wydawało mi się, że nic łatwiejszego, jak napisać o zniszczeniu Drezna – wystarczy po prostu przedstawić to, co widziałem. Sądziłem też, że wyjdzie z tego wybitne dzieło albo że przynajmniej zarobię na nim kupę forsy ze względu na wagę tematu. Tymczasem nie potrafiłem jakoś znaleźć w sobie odpowiednich słów” - pisze Vonnegut.


***

W 2019 Euromajdan przypominał warszawskie schodki. Ludzie słuchali muzyki, śmiali się, pili piwo i palili papierosy. Patrzyli raczej w telefony. Siedziałem między nimi i sam piłem rosyjską skądinąd Bałtikę. Nic nie wskazywało na dramat, który miał tu miejsce nie tak dawno temu.


Chodziłem po Placu Niepodległości, szukając choć jednej luźniej kostki brukowej. Amunicji, która służyła ludziom w obronie przed Berkutem. Bitwa na śmierć i życie? Tutaj? Tutaj była muzyka, piwo i muzyka Oxymorona.


Pocztówka z Majdanu'19





***

Pomnik Matki Ojczyzny w Kijowie jest pocztówkowym miejsce stolicy Ukrainy. Monumentalna konstrukcja w komunistycznym zamyśle miała przysłonić położoną obok prawosławną Ławrę Peczerską. W myśl zasady, że w ZSRR jedyną religią jest komunizm.


Pod pomnikiem stały inne, żywe pomniki nie tylko Euromajdanu, ale i całej nowożytnej historii Ukrainy. Trzy czołgi. W tym jeden pomalowany w żółto-niebieskie barwy. Żywe, bo miejscowi stwierdzili, że łatwo je uruchomić. Cyk i będą działać. - Cholera wie, oby nie, ale może się przydadzą - mówił przechodzeń.


Miały być tylko symbolami. 


***

Na szczycie Pomnika Matki Ojczyzny znajduje się sierp i młot.


To miał być symbol czasów, których już nie ma i nie będzie.


Cholera wie, oby nie, ale może w momencie gdy to czytasz, rosyjskie samoloty równają go z ziemią.





***

“Rzeźnia numer 5” w swojej całej antywojennej wymowa traktuje o losach żołnierza Billy’ego Pilgrima. Książkę niezmiernie polecam, ale pozwolę sobie zaspiolerować. W bombardowaniu Drezna zginęło około 65 tysięcy ludzi — choć są źródła mówiące o 135 tysiącach. Billy bombardowanie przeżył, ukrywając się w tytułowej rzeźni numer 5.


24 lutego 2022 o 3:51 Władimir Putin dał prolog do kolejnej książki. W kijowskim metrze lub charkowskich bunkrach powstaje fabuła “Rzeźni numer 6”.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

III Rzesza, myśliwce Spitfire i Mokry Dwór. Wątki polsko-tongijskie

  Warszawę od stolicy archipelagu Tonga dzieli ponad 16 tysięcy kilometrów. Mimo to polskie wątki zapisały się na kartach historii pacyficznych wysp. Wojna z hitlerowcami, podróże Jamesa Cooka i służba w Iraku. W ostatnim czasie Królestwo Tonga trafiło na czołówki gazet i serwisów informacyjnych w dramatycznych okolicznościach. Wybuch wulkanu Hunga-Tonga jest nieprawdopodobną katastrofą. Pył wulkaniczny, tsunami i trzęsienie ziemi były dla Tongijczyków niczym biblijne plagi w Egipcie. Dla Europejczyków siedzących wygodnie w swoich domach bardziej namacalną skalą tragedii jest fakt, że wyspy zostały odcięte od Internetu. Gdyby nie katastrofa archipelag Tonga prawdopodobnie dalej pozostawałby kilkoma anonimowymi kropeczkami na mapie. Tymczasem wyspy położone w tzw. Pacyficznym Pierścieniu Ognia mają ciekawą i mało znaną historię. I to historię, w której pojawiają się polskie wątki. Naukowcy, którzy zamienili polską wieś na statek Jamesa Cooka. Królowa, która wypowiedziała wojnę III R...

Opowieści z Narnii

Siedmiotomowa saga przeszła do klasyki fantasy. Piórem C.S. Lewisa przenosimy się do tytułowego świata pełnego centaurów, faunów i olbrzymów. Narnia istnieje naprawdę, choć nie ma w niej lwów, czarownic i starych szaf. Są za to cholerna infrastruktura, zaśniedziałe smoki i bajkowe widoki. Gdzie można jeść burki i obrońcy praw zwierząt nie mogą się przyczepić? Co łączy bajkowego króla Miraza i Juliusza Cezara? Jak zasadzić 100 drzew tak, żeby ich nie zasadzić? Czy w autobusie może być konduktor? Jak komuniści walczyli ze świętą Łucją? Kim jest słoweński Jacek Kaczmarski? Gdzie można podładować czakrę? Wirus zamiast Czarownicy Do Narnii można trafić na dwa sposoby. Pierwszy określiłbym jako bierny. Bierzemy książkę Lewisa, robimy ulubioną herbatę i pogrążamy się w lekturze. Jest też alternatywa dla miłośników kinematografii. Tu postępujemy analogicznie. Z tym że książkę zastępuje film, a herbatę cola i słone przekąski. Drugi sposób dotarcia do Narnii jest zdecydowanie bardziej aktywny. P...